Duszniki-Zdrój: Oskarżyła o napad, którego nie było

Natalia Wellmann
Do napadu miało dojść pod koniec listopada. Okazało się, że bank okradła pracownica
Do napadu miało dojść pod koniec listopada. Okazało się, że bank okradła pracownica Gazeta Gmin
Historia brzmi niemal jak z opowieści Kafki. Dwóch mieszkańców Dusznik-Zdroju wrobiła w przestępstwo pracownica banku, która wymyśliła całą historię i sama ukradła ponad 52 tys. zł.

Zanim jednak sprawa wyszła na jaw, niesłusznie oskarżeni mężczyźni przeżyli prawdziwy koszmar: aresztowanie, rewizje w domach i policyjne przesłuchania. - Najgorszy był areszt i poczucie, że jestem niewinny i nic nie mogę w tej sprawie zrobić - opowiada Sebastian Budźko, jeden z dwóch podejrzanych o rzekomy napad, i zapowiada, że rozważa możliwość pozwania kobiety do sądu.

Do przestępstwa miało dojść pod koniec listopada, w centrum Dusznik-Zdroju. 25-letnia pracownica banku zaalarmowała policję, że w biały dzień do placówki wtargnęło dwóch zamaskowanych mężczyzn, którzy zmusili ją do otwarcia sejfu i wydania pieniędzy. Według wersji kobiety, w sejfie było ponad 52 tys. zł, które mężczyźni zabrali i uciekli. Już po godzinie od zdarzenia funkcjonariusze zatrzymali podejrzanych. Pieniędzy nie znaleźli, ale zatrzymani idealnie pasowali do opisu sprawców, podanego przez kobietę. Jak się potem okazało, sama wybrała ich na bandytów spośród klientów banku, których obsługiwała. Sebastian i jego kolega Tomek byli tego dnia w banku, ale rano.

- Od jakiegoś czasu Tomek załatwiał kredyt, a ona przygotowywała wszystkie formalności. Zadzwoniła, żeby przyszedł, a ja poszedłem z nim. Też byłem zainteresowany pożyczką - opowiada Sebastian i dodaje, że nic nie zapowiadało dalszych wydarzeń. - Fakt, wiedziała o nas wszystko. Każdy, kto stara się o kredyt, wie, że w banku pytają niemal o wszystko - podkreśla. Mężczyźni wrócili do pracy. Obaj zatrudnieni są w jednej firmie budowlanej. Akurat remontowali mieszkanie w jednej z kamienic na dusznickim rynku. Napad miał być około 14.00, natomiast policja przyszła po nich już godzinę później. Zostali aresztowani na 48 godzin.

- To był koszmar. Bałem się, że sprawa się nie wyjaśni. Trafię na kilka lat za kratki, w domu zostawiając żonę i dwójkę małych dzieci - opowiada Sebastian. Na początku zupełnie nie podejrzewał pracownicy banku. - Myślałem, że to ktoś, kto przyszedł tam po nas - mówi. Dopiero gdy kobieta podtrzymywała swoją wersję i szła w zaparte, że napadu dokonali właśnie oni, coś zaczęło świtać mu w głowie.

Zarówno policja, jak i prokuratura też miały w tej sprawie dużo wątpliwości. Dlatego mężczyzn wypuszczono do domu po 48 godzinach aresztu. Mieli natomiast systematycznie meldować się na policji. Teraz, kiedy wyszło na jaw, że kobieta wymyśliła napad, sprawa zostanie umorzona.

- Potrwa to jeszcze kilka dni - zapowiada Anna Gałkowska, prokurator rejonowy w Kłodzku.

Pracownica banku została już przesłuchana. Będzie odpowiadać m.in. za upozorowanie napadu i tworzenie fałszywych dowodów, za co grozi kara więzienia do 3 lat. Jest pod nadzorem policji. Życie niesłusznie podejrzanych mężczyzn powoli wraca do normy. - Ale Duszniki to nie Warszawa. Wszyscy się znają. I cały czas mam wrażenie, że ludzie patrzą na mnie jak na sprawcę napadu - opowiada Sebastian. W Wigilię spotkał w sklepie kobietę, która go oskarżyła. - Nie wykazała skruchy, nie powiedziała przepraszam - mówi.

Astronauci amatorzy polecieli w kosmos

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie